Spełnione marzenie

Spełnione marzenie

PODZIEL SIĘ

Zofia Zalewska – podróżniczka i pasjonatka fotografii – o swojej wyprawie śladami Ani z Zielonego Wzgórza.

 

Co Panią zaprowadziło na Wyspę Księcia Edwarda? Ciekawość, praca?

Oczywiście lektura książek Lucy Maud Montgomery, które czytałam, będąc jeszcze nastolatką. Pamiętam, że tak mnie zachwyciły opisy wyspy i opisy przygód Ani z Zielonego Wzgórza, że już wtedy postanowiłam tam pojechać.

Odwiedziłam Wyspę Księcia Edwarda dwukrotnie. Pierwszą podróż odbyłam z wycieczką zorganizowaną przez bostońskie biuro podróży. Niestety, ten pobyt pozostawił niedosyt. Zresztą każdy wyjazd grupowy jest zazwyczaj rekonesansem. Odwiedziliśmy jedynie dom Ani na Zielonym Wzgórzu i stolicę wyspy – Charlottetown. Jednak ta podróż była spełnieniem moich marzeń o zobaczeniu tej niezwykłej wyspy, którą tak sugestywnie opisała Lucy Maud Montgomery. Wtedy nie sądziłam, że powrócę jeszcze kiedyś na Wyspę Księcia Edwarda.

Od ponad dwudziestu lat średnio co dwa lata spędzam wakacje w Stanach Zjednoczonych. Przykre doświadczenia z biurami podróży zadecydowały o samodzielnych wyprawach, tzn. zorganizowaniu dwóch współpodróżników i wynajęciu auta. Mój drugi pobyt na wyspie był częścią planu związanego z Wielkimi Jeziorami Ameryki Północnej. Jesteśmy z koleżankami indywidualistkami i lubimy być same sobie „sterem, żeglarzem, okrętem”. Poza tym im mniejsza grupa, tym bardziej udana wyprawa.

Czyli konfrontacja miejsc opisanych w książkach Lucy Maud Montgomery z rzeczywistością wypadła pomyślnie?

Jak najbardziej! Wyspa Księcia Edwarda to raj na ziemi! Tak właśnie mieszkańcy prowincji Prince Edward Island nazywają swoją wyspę.

Nie ma tam jednak ekstrawaganckiej przyrody, nie ma znanych zabytków. Jest to spokojna, cicha wyspa, z lasami, poprzecinanymi czystymi strumieniami i rzekami, i z mnóstwem jezior, w których hoduje się kraby. Jest też charakterystyczna dla wyspy czerwona ziemia.

Opis ten może brzmi bardzo zwyczajnie, ale nie spotkałam w Kanadzie drugiego tak magicznego miejsca. Ponadto na wyspie nie ma żadnego przemysłu, powietrze jest czyste, oddycha się swobodnie.

233Udało się Pani odnaleźć na wyspie wszystkie opisane przez pisarkę miejsca?

Książka Lucy Maud Montgomery nie jest książką autobiograficzną pisarki, choć wiele osób tak sądzi. Niemniej wiele miejsc, które opisała, istnieje naprawdę. Pierwowzorem domu, w którym zamieszkała Ania Shirley, był dom rodzeństwa Macneillów, dalekich krewnych dziadków pisarki. Dom ten znajduje się w Cavendish, występującym jako Avonlea w książkach Lucy Maud Montgomery. Autorka przygód Ani odkryła ten dom, spacerując po wyspie i była w tym domu częstym gościem.

Książka „Anne of Green Gables” stała się bestsellerem tuż po ukazaniu się w księgarniach. W pierwszych miesiącach sprzedano 17 tysięcy egzemplarzy, co w tamtych czasach – rok 1908 – było ewenementem. Wiele osób, tak jak ja, zachwyciło się miejscami, opisanymi przez autorkę i stopniowo na wyspę zaczęli przyjeżdżać czytelnicy Lucy Maud Montgomery, by zobaczyć miejsca opisane w książce o rudowłosej Ani Shirley.

W 1936 roku dom Macneillów został zamieniony na dom Ani z Zielonego Wzgórza. Zarówno dom, jak i przyległe tereny są częścią Parku Narodowego Cavendish.

Które z miejsc na wyspie najbardziej Panią urzekło?

Oczywiście dom Ani z Zielonego Wzgórza. Z wielkim pietyzmem odtworzone są wnętrza z epoki, pokój Ani rzeczywiście znajduje się na poddaszu, na drzwiach szafy wisi suknia z bufiastymi rękawami. Ania marzyła o takiej sukience, ale Maryla była osobą bardzo surową i oszczędną, dlatego Ania nosiła sukienki zwykłe i na ogół ich nie lubiła. Suknię, którą sobie wymarzyła, dostała od Mateusza.

Pokój bohaterki powieści książek Lucy Maud Montgomery urządzony jest zgodnie z opisem powieściowym. Odtworzone zostały również pokoje Maryli, Mateusza, kuchnia, pokój gościnny. Tak mniej więcej wyobrażałam sobie dom na Zielonym Wzgórzu, ale ilekroć wracam do książek po moich podróżach na Wyspę Księcia Edwarda, w mojej wyobraźni nie mam tego, co widziałam na Zielonym Wzgórzu, lecz widzę obrazy, jakie podsunęła mi wyobraźnia w czasie mojego pierwszego czytania powieści.

2Poza domem Ani, jest jeszcze jedno miejsce, które mnie urzekło na wyspie – jest to dom w Silver Bush, gdzie mieszkała ukochana ciotka Lucy Maud Montgomery – Annie Campbell. Pisarka nazywała go Wspaniałym Zamkiem Swojego Dzieciństwa. W jednym z pokoi tego domu brała ślub.

Dom w Silver Bush nosi nazwę Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza, ja jednak uważam, że jest to muzeum pisarki. Jest tam mnóstwo pamiątek po autorce, wiele egzemplarzy różnorakich wydań jej książek – jest i wydanie po polsku i po japońsku. Muzeum opiekuje się wnuczka Annie Campbell.

Przez całą wyprawę fotografowała Pani te piękne miejsca.

Nie jestem profesjonalnym fotografem, lecz amatorem. Jak jednak Pani zapewne wiadomo, słowo „amator” pochodzi od łacińskiego słowa „amo, amas, amare”, co oznacza „kochać”. Amator kocha to co robi, albo inaczej: robi coś dlatego, że to kocha. Profesjonalista nie zawsze.

Pani wystawa zdjęć z Wyspy Księcia Edwarda gościła już w wielu miejscach, nie tylko w samym Krakowie.

Moja wystawa „obiegła” już prawie całe Województwo Małopolskie. Przekazałam ją Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, która wypożycza ją różnym instytucjom kultury, bibliotekom i szkołom. Przy okazji jestem zapraszana na spotkania, w czasie których opowiadam o książce, o wyspie, staram się wybierać ciekawostki, przekazywać jak najwięcej interesujących informacji, anegdot. Wszystko to połączone jest z pokazem zdjęć.

Prezentacja fotograficzna o Wyspie Księcia Edwarda jest jednym z kilkudziesięciu pokazów z moich podróży po Europie i Ameryce. Są to bowiem moje dwa ulubione kontynenty.

Prezentacje odbywają się w różnych instytucjach kultury. Zazwyczaj widzami są osoby, które z różnych powodów nigdy nie były w tych miejscach, a chciałyby je zobaczyć. Są też osoby, które zwiedziły prezentowane przeze mnie zakątki i chcą sobie odświeżyć wspomnienia.

3Która z części przygód Ani z Zielonego Wzgórza podoba się Pani najbardziej?

Zdecydowanie pierwsza – „Ania z Zielonego Wzgórza”. Nie podobają mi się filmy i seriale nakręcone na podstawie książek Montgomery. Powieści tej autorki należy czytać, nie oglądać.

Nie oddają w pełni barwnych przygód Ani?

Nie oddają – to po pierwsze. Po drugie – osoby, które piszą scenariusz, dopisują wątki, których nie ma w książkach. To tak, jakby wiedzieli lepiej, jak pisarka powinna napisać książkę. Dla mnie to jest ingerencja w oryginał.

Często wraca Pani do powieści Lucy Maud Montgomery?

Bardzo często wracam. Od jakiegoś czasu czytam „Anię z Zielonego Wzgórza” w oryginale. Muszę przyznać, że książka jest bardzo trudna. Tłumaczenie polskie jest bardzo dobre, niemniej czytanie oryginału z mnóstwem nazw roślin i zwierząt, i z piętrowymi, wielokrotnie złożonymi zdaniami pisarki, wcale nie jest łatwe.

A propos tłumaczenia. Pierwsze tłumaczenie ukazało się w Polsce już w 1912 roku. Widać jednak pewną nieścisłość. Tytuł oryginału brzmi „Anne of Green Gables”, a słowo „gables” oznacza albo „facjatki”, albo „szczytowe ściany domów”. Dom Macneillów w Cavendish ma rzeczywiście zielone facjatki. Prawidłowy tytuł brzmiałby zatem „Ania z Zielonych Facjatek”. Polski tłumacz pomylił więc szczyt jako element architektoniczny ze szczytem jako elementem geograficznym i stąd w języku polskim mamy „Anię z Zielonego Wzgórza”. Nawiasem mówiąc, tytuł „Ania z Zielonego Wzgórza” brzmi o wiele lepiej niż „Ania z Zielonych Facjatek”.

Rozmawiała

Anna Piątkowska-Borek

 fot. Zofia Zalewska

BRAK KOMENTARZY