Pasja w muzycznym domu Krzysztofa Pendereckiego

Pasja w muzycznym domu Krzysztofa Pendereckiego

PODZIEL SIĘ

Rozmowa z Bogdanem Toszą, dyrektorem Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie.

24 kwietnia orkiestra i chór Filharmonii Krakowskiej wraz z gronem solistów wykonają Pasję wg św. Łukasza skomponowaną przez Krzysztofa Pendereckiego. Stanie się to niemal dokładnie w 50 lat po pierwszym waszym, a równocześnie drugim w świecie wykonaniu tego utworu. Jakie to wydarzenie ma znaczenie dla Filharmonii?

Ogromne. Myślę, że niewiele instytucji na świecie może tak jak Filharmonia Krakowska rościć sobie pretensje do tego, by nazywać się muzycznym domem Krzysztofa Pendereckiego, jednego z najwybitniejszych kompozytorów XX i XXI wieku. Przez te kilkadziesiąt lat wykonywaliśmy niemal wszystkie jego najważniejsze utwory, często pod autorską batutą. Wiele z nich właśnie u nas miało swoje polskie prawykonania. To o tyle naturalne, że przecież w Krakowie Krzysztof Penderecki kształcił się muzycznie. Zawsze tutaj mieszkał. Zgadzam się z poglądem, że to nasz wielki dyrygent Jerzy Katlewicz w dużej mierze przyczynił się do spopularyzowania dorobku Pendereckiego w pierwszym okresie jego kariery. Nasz zespół w latach 60. i 70. XX wieku bardzo wiele koncertował na całym świecie i przeważnie za sprawą Katlewicza miał w repertuarze utwory Pendereckiego.

Jak sam kompozytor przyjął pomysł by przypomnieć tym koncertem pierwsze wykonanie Pasji w Krakowie?

Nie ukrywał wielkiej radości. Pasja wg św. Łukasza ma dla niego specjalne znaczenie. Była przełomem w jego twórczości. Pierwszy rozgłos w świecie muzycznym zdobył gdy jego utwory uzyskały trzy pierwsze nagrody w konkursie Związku Kompozytorów Polskich. W 1966 r. z Münster przyszło zamówienie na wielką kompozycję, której wykonanie miało uczcić 700-lecie tamtejszej katedry. Dzisiaj mówimy o tym tak zwyczajnie, ale musimy spojrzeć na czas kiedy ten utwór powstawał. Pamiętajmy, że były to lata 60-te XX wieku, a więc czas głębokiego komunizmu w Polsce. I nagle młody kompozytor zza żelaznej kurtyny dostaje takie zamówienie… To wtedy było niewiarygodne. Przecież organizatorzy jubileuszu mogli zwrócić się np. do Oliviera Messiaena czy któregoś z innych znanych zachodnich kompozytorów. Wybrali Pendereckiego. Ten z charakterystyczną dla siebie pasją rzucił się do pracy. Miał pełną świadomość z jakiego świata wychodzi, ale wykazał coś, co jest dla niego do dzisiaj bardzo charakterystyczne: poczucie odpowiedzialności za rozwój muzyki współczesnej. Pokazał w Pasji odwagę posuwania muzyki do przodu nawet wtedy, gdy pozornie robi krok do tyłu. Odwołał się przecież do motywu przez stulecia w sztuce eksploatowanego. Z dzisiejszej perspektywy, a więc po 50. latach grania tego utworu na całym świecie możemy powiedzieć, że ten krok był i konserwatywny, i awangardowy. Otworzył nowe, ogromne przestrzenie w muzyce. A w twórczości Krzysztofa Pendereckiego był pierwszą monumentalną formą. Wkrótce pojawiły się Diabły z Loudun, Raj utracony, potem Lacrimosa, Siedem bram Jerozolimy itd. Aż do dzisiaj, bo przecież nasz mistrz ciągle pracuje, ostatnio nad Fedrą wg Racina. Aktywnie korzysta z daru długiego twórczego życia, jaki otrzymał. Ma ten komfort, że może identyfikować się z całą swoją biografią muzyczną i tę radość, że nawet do jego najwcześniejszych utworów sięgają obecne najmłodsze pokolenia muzyków. Jak ostatnio Jonny Greenwood, gitarzysta zespołu Radiohead, który nagrał z mistrzem wspólną płytę i nasz Piotr Orzechowski, znakomity pianista.

Rozmawiał Marek Bartosik
Przedruk za http://www.welcome.com.pl/

BRAK KOMENTARZY