Na każdym kroku przełamują wewnętrzne bariery

Na każdym kroku przełamują wewnętrzne bariery

PODZIEL SIĘ

Aktor to szczególny rodzaj zawodu artystycznego – sam dla siebie jest instrumentem, musi ze sobą jeść, spać, sam się ze sobą kłócić. O specyfice zawodu aktora mówi prof. dr hab. Ewa Kutryś, Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

Co wyróżnia krakowską PWST spośród innych szkół artystycznych? Co jest jej niezaprzeczalnym atutem?

To pytanie raczej do kandydatów, którzy z jakichś powodów wybierają krakowską PWST, choć na przykład do Warszawy mają bliżej. A przyjeżdżają do nas osoby i z Białegostoku, i z Gdańska, czy Szczecina, z miejscowości pięknych, ale i bardzo odległych. Ci młodzi ludzie zostawiają to, za czym się tęskni i o czym nie można zapomnieć, czyli dom, rodzinę, krajobraz, ponieważ właśnie w Krakowie chcą podjąć kształcenie. Pracują bardzo ciężko, łącznie z niedzielami – to, że zajęcia odbywają się od poniedziałku do piątku, nie oznacza, że weekendy mają wolne. Studia artystyczne w dużej mierze polegają bowiem na pracy własnej. Podróż w rodzinne strony muszą zatem dużo wcześniej planować.

Na to, że wybierają krakowską PWST musi składać się wiele czynników. Przede wszystkim szczególna atmosfera. Studenci, zdobywający u nas doświadczenie, jednocześnie muszą hartować swoją samotność, z dala od domu, od rodziny. Wszyscy jednak zgodnie podkreślają, że panuje tu szczególna atmosfera.

Kolejną sprawą jest jakość, to, co od lat wykazujemy jako nasz potencjał. Jest ona związana z jakością kadry – nasi pedagodzy to ludzie, którzy mają bardzo duże osiągnięcia artystyczne. Tak jak profesorowie uniwersytetów, akademii, czy innych uczelni wyższych mają za sobą jakość badań, ilość publikacji naukowych, tak u nas ważny jest dorobek artystyczny. Naszym „fundamentem” są takie osoby, jak Jerzy Trela, czy Anna Polony, a także i młodsi, jak Dorota Segda – wybrana na rektora PWST na kadencję 2016-2020, Paulina Puślednik, Wiktor Loga-Skarczewski, czy reżyser średniego pokolenia – Paweł Miśkiewicz. Są to nasi wychowankowie sprzed lat, którzy przyjęli nasze zaproszenie, by tu uczyć. Ich ścieżka pedagogiczna nigdy jednak nie jest oderwana od dorobku artystycznego. To właśnie on stanowi o jakości kształcenia.

Inna rzecz to „zajęcia techniczno-warsztatowe”. Nasi pedagodzy to osoby bardzo cierpliwe, które uporczywie pracują nad warsztatem naszych studentów, jeśli chodzi o dykcję, czy o rozwój ciała, pomagają również w procesie zdobywania samoświadomości i ogólnej humanistycznej wiedzy.

I na koniec – nauka pracy zespołowej. Przychodzą do nas indywidualiści, których wybieramy w procesie rekrutacji. Są to egotycy – bo oczywiście mają prawo tacy być, ale równocześnie muszą pamiętać, że zawód aktora wymaga współdziałania z innymi. I my uczymy ich właśnie pracy w zespole.

Warto też dodać, że nasi absolwenci to w znacznej mierze również dyrektorzy teatrów. Chlubimy się tym, że przygotowujemy ich nie tylko do wrażliwych artystycznych działań, ale i do zarządzania kulturą.

Co roku rekrutujecie zaledwie dwadzieścia osób na Wydział Aktorski w Krakowie. Czym musi wyróżniać się kandydat, by znaleźć się w tym – można powiedzieć – elitarnym gronie?

Ustalamy zasady rekrutacji, które są publicznie znane. Sprawdzamy m.in. sprawność fizyczną, czy walory głosowe. Ale ponieważ zmienia się świat, musi się zmieniać także nasz system rekrutacji. Ludzie, których wybieramy, muszą być niebywale wrażliwi, ciekawi świata, a równocześnie muszą mieć w sobie ogromną siłę, być odporni na wszystko, co niesie świat. A ten bywa bardzo okrutny.

Wybierając kandydatów, patrzymy im w oczy, widzimy ich determinację. Stres jest po obu stronach – kandydaci muszą przejść „próbę ognia”, udowadniając nam, że nadają się, by tu rozpocząć kształcenie; rekrutujący muszą natomiast podjąć za tych młodych ludzi pewne ryzyko, związane z wyborem nie tylko zawodu, ale i losu.

Zawody artystyczne to zawody wolne. Proces rekrutacji jest też momentem, gdy kandydatowi zadajemy pytanie, czy jest pewien, że chce w ten świat wejść, czy jest gotowy na „pot, krew i łzy”. Nikt mu przecież niczego nie gwarantuje, żadnego etatu, żadnego ubezpieczenia, zdolności kredytowej itd…

To, że określamy pewien schemat rekrutacji, informujemy, co trzeba przygotować, to jest dopiero pierwszy krok. Jeśli pani ten schemat przekroczy, wypełni go sobą, to wtedy daje nam pani argument, by panią zaprosić w „podróż”, powiedzieć: „Idzie pani z nami w Himalaje”. Los każdego studenta, którego przyjmujemy, jest jak bardzo niebezpieczna ryzykowna wyprawa, która jednocześnie może być cudowna. Może on przecież zobaczyć świat inaczej, zupełnie inaczej go doświadczyć, by później móc pokazać go innym.

Naszym zadaniem jest przygotować człowieka świadomego losu, jaki wybrał i celu, do którego zmierza. A idzie na wielką przygodę, na ciężką wyprawę, przyjmując jednocześnie na siebie pewną misję – rozpoznawania i nazywania świata.

Bycie aktorem to nieustanne przełamywanie wewnętrznych barier. Jak przygotowujecie do tego młodych ludzi?

W każdym człowieku tkwi pewien wstyd i strach, każdy jednak chce być silny, idealny, nie chce, by jego słabości i tajemnice ujrzały światło dzienne. Naszym zadaniem jest pomóc tym, którzy podejmują u nas naukę, rozgryźć samych siebie, rozpoznać swoje wartości i małości, by później mogły na tym budować kreacje. Pokazujemy im ich mocne, jak i słabe strony. Podkreślamy, że sami są dla siebie wartością, która musi być pielęgnowana, ponieważ na niej będą później bazować.

Aktor to szczególny rodzaj zawodu artystycznego – sam dla siebie jest instrumentem, nie tak jak muzyk czy malarz. Oni mogą odłożyć instrument muzyczny, mogą odłożyć farby i sztalugi, aktor natomiast musi ze sobą jeść, spać, sam się ze sobą kłócić.

Aktor musi być przygotowany na przykład na to, że zagranie sceny obłędu, marzenia, czy zmartwychwstania będzie wymagało rozebrania się na scenie. A to jest bariera, którą każdy ma w sobie, niezależnie od tego czy jest kobietą, czy mężczyzną. Nagość jest naszą intymnością, którą możemy ofiarować drugiemu człowiekowi, ale czy ją możemy upubliczniać? I chodzi tu nie tylko o nagość fizyczną, ale i psychiczne obnażanie się. Przychodzą do nas młodzi ludzie, po maturze, z całą swoją niewinnością. A tu nagle dostają za zadanie zagrać dziewczynę zgwałconą, albo matkę, która straciła dziecko. Jak mają to zrobić, jednocześnie przez cały czas zachowując swoją niewinność? Aktor musi cały czas sięgać do swojej psychiki i na każdym kroku przełamywać pewne wewnętrzne bariery. Dana kreacja ma przejść przez niego, jako przez indywiduum, być przez niego doświadczona, by to co pokaże na scenie, mogło być prawdziwe.

Aktor nie może zatem zatrzymać się, ciągle musi się rozwijać.

Zawód ten wymaga ogromnej siły, determinacji, konieczności ciągłej nauki. W pewnym momencie ktoś może powiedzieć: „Dość! Dlaczego nie mogę skończyć pracy po ośmiu godzinach i iść do domu?”. W zawodach artystycznych jest inaczej – rozwój i samokształcenie, ciekawość świata muszą być w ciągłym ruchu. Z człowiekiem, który ten los wybrał, jest jak z Ziemią, która musi się kręcić. Oczywiście zdarzają się tacy, który w pewnym momencie mówią „Stop”, albo zamiast występować na scenie, podejmują pracę jako komentatorzy, lektorzy itd. Czy to jest mniej stresujące? Nie wiem. Pracują, korzystając z innych narzędzi.

Niemniej jeśli wybieramy kandydatów, pomagamy im rozwijać ich talenta, spełniać marzenia i uświadamiać im niekontrolowane przez nich gesty, czy błędy, które popełniają.

Mogę komuś powiedzieć, że ma pewien schemat w geście, np. poprawiane włosów, nad którym nie panuje. Aby kontrolować zewnętrzne środki wyrazu, musi mieć ich świadomość.

Podobnie jest z wymową. Niewyrazistość naszej mowy jest spowodowana czasem wadami, nad którymi można pracować (np. nosząc aparat ortodontyczny). Gorszą rzeczą jest niechlujność, której nie widzimy i nie słyszymy, ponieważ wynosimy ją z zasłyszanych, potocznych sytuacji. Aktor musi mieć tego świadomość, że źle mówi, źle artykułuje. I musi nad tym pracować nie tylko w okresie studiów, ale przez całe życie.

Jedyne, czego nie można kontrolować i ograniczać, to wyobraźnia.

Absolwenci PWST otrzymują dyplom magistra. Co dla aktora oznacza ten stopień?

Studia w naszej Uczelni kończą się uzyskaniem stopnia magistra. To certyfikat zawodowości, poświadczonej dyplomem, będący gwarancją tego, że dana osoba przeszła przez trudny odpowiedzialny proces, że jest świadoma tego, jaki wybrała zawód i los. Ten „glejt” nie znaczy jednak, że kształcenie całkowicie się zakończyło. W zawodzie artystycznym kształcenie i doskonalenie się trwa całe życie i ono stanowi o jakości.

Osoby, które ukończyły PWST nie zapominają miejsca, w którym się kształciły.

Nasi absolwenci wracają do szkoły we wspomnieniach, w wywiadach, w refleksjach. Podkreślają, ile stąd wynieśli i jak ta szkoła ukształtowała ich życie.

Dla mnie niebywałe było, jak jeden z absolwentów Wydziału Reżyserii, powiedział: „Dobrze zrobiliście, że daliście mi dwie dwóje i musiałem powtarzać rok. To mnie zahartowało”. A dostał złe stopnie nie dlatego, że się nie nadawał, ale dlatego że był niekomunikatywny w swoim zamiarze. Później sam do tego doszedł i przyznał nam rację.

Największą satysfakcją dla pedagoga jest to, że jak się spotyka po latach na ulicy jednego z absolwentów, ten wita się i mówi, że docenia to, co dla niego zrobiliśmy.

Czy wiele osób, po zakończeniu studiów w PWST, opuszcza Kraków?

Trudno powiedzieć. Aktor idzie tam, gdzie znajduje odbiorcę. Poeta może napisać wiersz do szuflady i po jego śmierci ktoś go wyda. Aktor natomiast – jeśli nie zaistnieje tu i teraz – później nie ma już na to szans.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Fot. Archiwum PWST

BRAK KOMENTARZY